Miękka dupa i wkurzony frajer

Z natury ogry są wredne i ja też staram się do tego ogrzego klanu z czystym sumieniem należeć. Jednak u mnie wredność objawia się raczej tym, że marudzę, a nie tym, że jestem zły dla ludzi. W ten sposób starając się być dobrym i innym pomagać, zwyczajnie ufam ludziom – może ciut za bardzo. Mam przez to twardą skórę i miękka dupę. Czasem mnie to jednak mocno wkurza, bo ludzie to zwyczajnie wykorzystują.

Przykładów mógłbym mnożyć, bo wiele razy zawiodłem się na tych, którym dałem rękę. Zazwyczaj później chcieli resztę, bez pytania czy mogą. Ale nie o to chodzi, by się użalać nad sobą i jeździć po innych. Chodzi o sam mechanizm jaki tym steruje. I rozliczenie samego siebie, czy słusznie postępuję.

Zazwyczaj schemat jest powtarzalny. Poznaję kogoś i daję mu czysta kartkę do zapełnienia. Pierwsze zdania jakie na niej zapisuje są śliczne, bo każdy przedstawia siebie w dobrym świetle na wstępie. Potem pismo staje się bardziej koślawe, a na koniec wręcz nieczytelne. Następuje wtedy irytacja, bo zwyczajnie nie rozumiem dlaczego tak się dzieje. Ci co mnie znają odbierają mnie raczej jako dobrego, pomocnego człowieka. I w zasadzie staram się taki być. Nie miałem w życiu jakiś śmiertelnych wrogów i raczej byłem lubiany. Czemu zatem tyle ludzi musiałem odciąć i wyrzucić z mojego życia?

Taka doza zaufania i otwartość od początku, jeśli trafiała na jednostkę, która była biorcą – staje się zwyczajnie wodą na młyn dla niej. Czuje, że ma przed sobą miękki materiał, który można wykorzystać. Z pozoru na początku to małe przysługi i pomoc dość drobna, później zaczynają się petardy. A jak odmówisz to granie na wyrzutach sumienia i branie na litość, a czasem nawet fochy i złość. Wykorzystać do ostatniej suchej nitki. Jestem niezmiernie wręcz cierpliwy, jednak z wiekiem próg w jakim stwierdzam, że mam takich zachowań dość, się przesuwa. Coraz częściej też już na początku widzę, że ktoś tak postępuje i się zwyczajnie odcinam, lub trzymam takie osoby na dystans.

Wkurzyć mnie to wręcz sztuka. Ale niektórym się to udaje doskonale. Na szczęście przez lata też nauczyłem się tę złość okazywać. Potrafię jasno powiedzieć, że mam coś w tej mojej miękkiej dupie wraz z tą osobą. Pozostaje jednak we mnie i tak często odczucie bycia zwyczajnym frajerem, dlatego że znów zaufałem, starałem się, mimo że widziałem bezsensowność tej sytuacji.

Jeśli masz podobne problemy, nie podam Ci recepty jak tego unikać, bo sam zwyczajnie dalej się tego uczę. Może tylko odniosę się do sumienia tych, którzy wykorzystują za bardzo takich frajerów jak ja. Dajcie też czasem coś od siebie, a nie tylko wykorzystujcie. Z odpowiednio dobraną dawką wdzięczności, pomieszanej z drobnym odwzajemnieniem się, frajer zwyczajnie da się wykorzystywać latami i nie będzie miał poczucia bycia wykorzystanym.

Tagi:

2
Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Myslipotarganej
Gość

Cieszę się, że wreszcie trochę przejrzałeś na oczy, choć obawiam się, iż niebawem zapomnisz te swoje przemyślenia i znów będziesz ufał… A Ci, co wykorzystują, mają gdzieś takie apele. Ich dewizą jest łapać frajerów i tyle. Nasza rzecz bronić się przed nimi, a nie przemawiać im do sumienia….

Ania
Gość

Robiono badania na temat tego, który typ człowieka jest najszczęśliwszy – dawca, biorca czy medium. Oczywiście najbardziej szczęśliwy jest dawca. Badania wykazały jednak pewien szkopuł – dawca, choć bardzo szczęśliwy, jeśli nie zostanie doceniony, szybko się wypala.